poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Moj pierwszy raz

Pierwszy raz dla każdego jest wyjątkowym przeżyciem. To taka magiczna chwila, którą zapamiętamy do końca życia. Niepowtarzalna. Możemy przeżyć to na nowo, ale za każdym razem doznanie będzie... inne. Na swój sposób. Nie będą mu towarzyszyły dokładnie te same emocje, ekscytacja czy ciekawość, bo będziemy świadomi co nas czeka. To właśnie pierwszy raz jest wyjątkowy. Ja swój pamiętam idealnie ;)


pierwszy raz na dzikim tripie

Była piękna, słoneczna pogoda. Na niebie niewiele chmur, na dworcu i w pobliżu niego mnóstwo pielgrzymów, a wśród nich ja - zagubiona duszyczka, szukająca wysokiego mężczyzny. Dostrzegł mnie. Podszedł. Przytulił na powitanie. Widziałam go wtedy po raz pierwszy w życiu... Wsiedliśmy do samochodu. Przywitałam się z pozostałymi dziewczynami i ruszyliśmy przed siebie w daleką podróż pełną przygód. Tak rozpoczął się dziki trip do Chorwacji, gdzie cudownie spędziłam czas :) Pierwszy raz tak bardzo zaufałam intuicji i udałam się z kilkoma zupełnie nieznanymi osobami na wakacje. Nigdy nie żałowałam tej decyzji :) Zobaczyłam piękne miejsca, poznałam siebie z innej strony, zupełnie się odstresowałam. Do domu wróciłam pełna sił, energii, wspomnień i zdjęć :) Do tej pory pamiętam pływanie w Adriatyku czy zabawy w chorwackich klubach, czego w sumie nigdy wcześniej nie robiłam w Polsce. A najlepsze jest to, że po raz pierwszy za wakacje zapłaciłam sobie sama, to było bardzo satysfakcjonujące.

pierwszy raz za granicą

Może dla wielu osób nie ma to żadnego znaczenia, niemalże tego nie dostrzega, ale dla mnie (jako niezbyt patriotycznie nastawionej dziewczyny) niosło to wiele zmian. Mam na myśli ten moment przekroczenia granicy Polsko - Czeskiej, a później każdej kolejnej do innego kraju. U mnie zawsze wiąże się to z ogromnym skokiem humoru, energii i radości w sercu. Bycie w Polsce (samo w sobie) przygnębia. Znajdując się poza nią, jestem szczęśliwsza. Nie ma to związku z ludźmi, wyłącznie z krajem, dlatego na samą myśl o tym, że spędzę życie w innym miejscu, mam ciarki na plecach ;)

pierwszy raz przy Wieży Eiffela


Podróż do Paryża i ogólnie do Francji była moim ogromnym marzeniem. Nic więc dziwnego, że wyjazd ten niósł ze sobą wiele emocji :) Spędziłam kilka dni z ludźmi, których dziennie widywałam w szkole, ale z niemalże żadnym z nich nie rozmawiałam. A tu proszę, jedna wycieczka i wiele uległo zmianie ;) Pamiętam te chwile, w których mijałam oddaloną ode mnie o kilkadziesiąt metrów słynną wieżę, słysząc radosną piosenkę "Les Champs-Elysées", którą sporo osób nuciło sobie pod nosem. Chciałam wtedy podziwiać tę budowlę z bliska. Następnego wieczoru miałam taką możliwość podczas rejsu Sekwaną, a 2 dni później podziwiałam widoki z góry ;) Wspaniałe uczucie, gdy spełniają się marzenia!

pierwszy raz na leśnej drodze

I to z kuzynem! ;) Brzmi trochę dwuznacznie, może delikatnie perwersyjnie, ale ja na myśli mam tylko jazdę motocyklem ;> Uwielbiam to. Gdybym mogła, całe dnie bym na tym spędzała, ale niestety tak lekko nie ma. Kuzyn ma pracę, a paliwo swoją cenę. A szkoda, bo daje mi to poczucie spełnienia, wolności i przede wszystkim adrenalinę, której mi trzeba. Szybka, nawet bardzo, jazda główną drogą lub zwyczajną asfaltową w otoczeniu drzew - przyjemność jest zawsze taka sama.

pierwszy raz po pijaku

... a przynajmniej pierwszy w rodzinnym gronie. Wielkanoc 2014. Rodzinny obiad. To właśnie wtedy odkryłam swoją magiczną moc, o której wcześniej nie wiedziałam - zdolność teleportacji. Wokół stołu zgromadzili się dziadkowie, ja z moją rodziną oraz chrzestna ze swoją. Jako że jej mąż lubi sobie wypić, tym bardziej ze mną, nie protestowałam i sobie drinkowaliśmy. Niestety pomieszałam różne trunki w różnych ilościach i cóż, siedziałam przy stole, zamknęłam oczy przy podnoszeniu kolejnego kieliszka, a po ich otwarciu byłam już w swoim łóżku. Nie dość, że przeteleportowałam się między miejscowościami to jeszcze w czasie! Z wieczoru nagle zrobił się poranek. Pewnie spałabym do południa, ale - wiejskim zwyczajem - miałam mokrą pobudkę. No w końcu był (za)lany poniedziałek. Jednak muszę to jeszcze dopracować, bo były różne turbulencje po drodze i po teleportacji byłam dość obolała. Jak się okazało, podróżując w ten sposób trzeba zwrócić uwagę również na wysokości i uważać, by nie spaść po schodach na parter z pierwszego piętra...

pierwszy raz na świetlicy


To przeżycie wiązało się ze stresem. Był to początek mojego spędzania czasu z dziećmi w ramach wolontariatu. Zanim weszłam na świetlicę i przywitałam się z paniami oraz maluchami, w mojej głowie było tysiąc myśli i obaw typu "a co jeśli mnie nie polubią?", "co jeśli nie będą chciały ze mną spędzać czasu?". Na szczęście wszystko poszło gładko i od razu wiedziałam, że to było dobre posunięcie. Dzieci były chętne na granie i bawienie się ze mną, spędzanie razem przerw czy odrabianie zadań. Jeśli ośmiolatek porzuca kolegów po to, by przyjść pogadać i się przytulić, wiedz, że jest okej. Jeśli przychodzi ich cała grupka i aż przepychają się, walcząc o miejsce obok lub na kolanach - wiedz, że świetnie robisz to, co do ciebie należy. Ja tak właśnie miałam i żegnaliśmy się zawsze długimi przytuleniami i niemalże ze łzami w oczach - tym drugim po spędzonym razem roku szkolnym. Piękny czas. Piękna sprawa. Beztroska przyjaźń "kochanych łobuziaków" z "panią Klaudią" ;)

pierwszy raz na wakacjach

Nie pamiętam dokładnie tego momentu, ale wiem, że jako małe dziecko zostające u cioci i jej rodziny na wakacje czy ferie, nie czułam strachu czy tęsknoty. No dobra, tą drugą może trochę ;) Ale nie bałam się. Wiedziałam, że czas spędzony w moim ukochanym Będzinie zawsze będzie fajny, inny i przyjemny. Miałam ze sobą kuzynów, kolegę, z którym spotykałam się przez wiele lat co pół roku oraz radosnych dorosłych, więc nie miałam czego się bać. Choć pamiętam pewną sytuację... Pewnej zimy po raz pierwszy spróbowałam Kit-Kata, ale był dla mnie za słodki. Nie wiedziałam co z nim zrobić, więc zamiast dać cioci lub wyrzucić do kosza (jak każdy normalny człowiek), zakopałam go w śniegu obok domu i łudziłam się, że nie stopnieje przez najbliższe kilka dni :D Cóż, od zawsze lubiłam być inna ;)

pierwszy raz na koniu

Miałam na tyle szczęścia, że mój dziadek, mieszkający 3-4 km ode mnie, miał kiedyś konia. Spokojnego, grzecznego, cierpliwego konia. Ze względu na to, że nie był rozbrykany, można było bez obaw wybrać się na przejażdżkę. Sama mogłam się obawiać, a z dorosłymi to tak trochę nie za bardzo.. ale na szczęście na przeciwko mieszkała dziewczyna, z którą się przyjaźniłam. Mimo że miałam 12 lat, a ona o 6 więcej, miałyśmy świetny kontakt. Od zawsze lepiej mi szło porozumiewanie się ze starszymi (if You know..) ;) We dwie często wybierałyśmy się pojeździć konno. To była wielka frajda, nie każdy może sobie przecież na to pozwolić i to w 100% za darmo. Pewnego razu przydarzyła nam się sytuacja, w której koń potknął się i przewrócił a my razem z nim. Pierwsza i jedyna, ale nawet dość śmiechowa :D

pierwszy raz w jeziorze

Ten pierwszy raz również wiąże się z wyżej wymienioną dziewczyną. Z resztą, w niejednej historii mogłabym o niej opowiadać. W każdym razie kiedyś nocowałam u dziadków, a przynajmniej taki był pierwotny plan, bo finalnie spałam właśnie u niej. Przy jej domu znajdował się staw. Ni to płytki, ni głęboki, ale z rybkami :P Było około 22:00, nagle zachciało nam się pływać. Nie umiałam jeszcze, bo miałam  wtedy jakieś 7 lat, więc w dużej mierze delektowałam się spokojem (i robaczkami :P) uczepiona koła ratunkowego. Cała ta sytuacja nie była jednak planowana, więc improwizowałyśmy i zarówno późniejszy wspólny prysznic jak i samo jeziorkowe "pływanie" były po nagu. No przynajmniej dla mnie... ;p I byłoby wszystko fajnie, ale ona miała dwóch braci... ;)

pierwszy raz w szpitalu


Tą chwilę doceni każda kobieta - wzięcie na ręce maluszka, który zaledwie dzień wcześniej przyszedł na świat :) W mojej rodzinie jest naprawdę dużo dzieci. W bliższej, w dalszej... Jedna kuzynka spłodziła szóstkę, a rodzinkę mam dość liczną, więc jak każdy dorzucił kilka swoich.. Cóż, zebrała się ładna gromadka ;) Lubiłam bawić się z nimi wszystkimi, a im byłam starsza, tym mniejsze dzieci miały ze mną styczność. 2 lata temu urodził się mały Aniołek z powyższej fotki. Z jego mamą (kuzynką) moja ma regularny kontakt, więc oczywiście następnego dnia ją odwiedziliśmy. Chwila, w której maleńki znalazł się w moich rękach.. bezcenna. Świadomość, że na twoich dłoniach spoczywa owoc czyichś starań, bólu i miłości, sama w sobie jest piękna.
.. a mały wkrótce doczeka się siostrzyczki lub braciszka ;D

Tak naprawdę każdego rodzaju pierwszy raz jest wyjątkowy, ma swoją historię, wiąże się z innymi ludźmi i okolicznościami. Jest niezapomniany. Mogę śmiało nazywać się szczęściarą, bo pamiętam ich o wiele, wiele więcej niż wymieniłam w tekście i każdy ma dla mnie jakieś znaczenie, o czymś przypomina ;)  
______________________

który fragment Twojego życia z cyklu "pierwszy raz" najbardziej zapadł ci w pamięć?
jak myślisz, dlaczego?


22 komentarze:

  1. haha początek i tytuł dwuznaczny! :D Fajnie się czytało! Obserwuję!
    http://nejfan-13.blogspot.com/2015/08/4-fashion-wspopraca-z-cndirectcom.html (jak możesz to poklikaj w link)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie o to chodziło, dziękuję ;)

      za chwilkę zerknę :)

      Usuń
  2. Witam, witam. Nominowałam Cię do LBA i jestem już ciekawa Twoich odpowiedzi.
    ~Pozdrawiam, IngaAlexy
    -> alexy-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialnie napisane!
    I ten dwuznaczny początek! ;)
    Zapraszam http://siatkareczkablogaq.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziękuję, miło czytać :D
      chętnie zerknę :)

      Usuń
  4. fajne są te przeżycia w robieniu czegoś pierwszy raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie :) podobno zawsze najbardziej pamięta się ostatni raz, ale pierwszy również jest niezapomniany :)

      Usuń
  5. Jejku, post świetny! Bardzo mi się podoba na niego pomysł. I masz rację pierwszy raz w czymkolwiek będzie zawsze niezapomniany. :)

    conowegoumarty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. u mnie też pierwszy raz w Paryżu! zawsze byłam zakochana w tym mieście, ale po wizycie tam ciągle myślę o tym kiedy tam wrócę ! :)
    co do dzieciaczków, u mnie też jest ich ta wiele - tak minimum piątka (z czego bliźniaki i trojaczki to u nas normalka :D) do tego wszyscy mieszkamy na "rodzinnym osiedlu" więc widujemy się codziennie.
    Bardzo dobry post, czekam na takich więcej!
    dołączyłam do grona obserwatorów :)

    Paint it blonde

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rodzina to wsparcie, a mieć aż tylu bliskich wokół siebie to świetna sprawa, pozazdrościć! :)

      również obserwuję :)

      Usuń
  7. No właśnie. Zawsze ten pierwszy raz jest magiczny, niepowtarzalny i zapamiętany na długo! Ciekawy pomysł na post! Ten dwuznaczny początek, hahahahahha
    written-by-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. pierwszy raz widze taki wpis, swietny! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postaram się, by było takich więcej, dziękuję ;)

      Usuń
  9. Świetne podsumowanie, bardzo ciekawy pomysł :)
    Fajnie tak wybrać się spontanicznie na wakacje i to z nieznajomymi
    Pozdrawiam

    http://world-of-crazy-sisters.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, polecam każdemu :) niezapomniana przygoda, byle tylko nie spać w hotelach, bo to może popsuć cały urok ;)

      Usuń
  10. każdy pierwszy raz jest ważny i wspaniały :)
    Obserwuje i zapraszam do mnie
    http://jtere.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. naprawdę przepiękny post :) piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń